Image default
Rozmowa

„U Bednarka trupy były, są i będą” – rozmowa z Adrianem Bednarkiem

Doczekał się wydania swojej piątej książki, choć podkreśla, że napisanych ma znacznie więcej. Zafascynowany psychopatycznymi osobowościami, których nie brak w jego powieściach. Jego książki przepełnione są niepokojem i brutalnością. To pisarz, którego twórczość została ciepło przyjęta – od pierwszej wydanej książki zyskał grono czytelników, którzy z niecierpliwością czekają na kolejne powieści. Serdecznie zapraszam do rozmowy z Adrianem Bednarkiem!

Ewa Czuban: W swoich książkach często wnikasz w umysł sprawcy, pokazujesz jego ciemną stronę, z wszystkimi możliwymi skazami. Mówi się, że w każdym z nas jest odrobina psychopaty… Co o tym sądzisz?

Adrian Bednarek: Wydaje mi się, że jest w tym trochę prawdy. Według mnie ludzie nie rodzą się psychopatami, tylko zostają nimi ze względu na okoliczności. Czasami wystarczy jeden impuls, jedno tragiczne wydarzenie, jeden bardzo zły dzień żeby zmienić człowieka w potwora i na zawsze zniszczyć mu psychikę.

O tak, to prawda, wszak wielu psychopatów zwierzało się niejednokrotnie z przykrych wspomnień, będących odbiciem ich osobowości. Pytanie może zabrzmieć nieco dziwnie, ale który seryjny morderca najbardziej Cię intryguje?

Najbardziej intryguje mnie Dennis Rader BTK, między innymi dlatego, że o jego traumach i dzieciństwie nie wiemy praktycznie nic. A moją “atencję” zyskał przede wszystkim przez niekonwencjonalne metody działania i postrach jaki siał na ulicach miasta Wichita. Już pierwsza jego zbrodnia uczyniła go z automatu seryjnym mordercą, gdy w biały dzień, o poranku, zamordował 4 osobową rodzinę Otero, a następnie pochwalił się tym dzwoniąc na policję. Ten człowiek był naprawdę przerażający, sam nadał sobie pseudonim, wysyłał rysunki do niedoszłych ofiar, pisał listy do gazet, był nieuchwytny przez 30 lat a w padł przez własny narcyzm i czysty przypadek. Sposób, w jaki pozbawiał życia swoje ofiary, mrozi krew w żyłach. Dla mnie to najbardziej nieobliczalny i fascynujący drapieżnik w ludzkiej skórze.

Czy któryś z Twoich literackich bohaterów skrywa w sobie cechy Dennisa Radera?

Jest ich już tak wielu, że aż się musiałem zastanowić 🙂 Po szybkim “przeszukaniu” w głowie stworzonych dotąd postaci mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że nie. Żaden z wymyślonych przeze mnie morderców nie ma cech Dennisa Radera. Jedna, kobieca, postać ma tylko ciągoty do kontaktowania się z policją i mediami a która, to wszyscy czytelnicy Diabelskiej serii na pewno się domyślają 😉

Czy w takim razie któryś bohater jest inspirowany innym seryjnym mordercą?

Pewne zachowania moich bohaterów na pewno pokrywają się z zachowaniami prawdziwych seryjnych morderców. To nieuniknione. Np. zbieranie trofeów, fakt że ich ciągoty do zabijania biorą się z traumatycznych przeżyć, polowanie na konkretny rodzaj ofiar. Natomiast samo ich działanie, to, czego doświadczyli w dzieciństwie, lub później, to moje pomysły. Staram się wymyślać swoich zabójców, według mojej zwariowanej wyobraźni. Tak jest zdecydowanie ciekawiej 🙂

Agatha Christie mówiła, że pomysły do swoich powieści znajduje podczas zmywania. A jak jest u Ciebie? Kiedy najczęściej, lub podczas jakiej czynności, pojawia się pomysł na daną historię?

Takie rzeczy tylko przed epoką zmywarek 🙂 Najwięcej pomysłów przychodzi mi podczas biegania. Eksplozja endorfin połączona z prędkością i ostrą muzyką często skutkuje nowymi pomysłami. W ten sposób wymyśliłem kilka postaci czy zwrotów akcji. Dużo pomysłów wpada do głowy podczas stałego rytuału przed pisaniem czyli przy filiżance espresso i papierosie. Wiele rewolucyjnych zwrotów akcji udało się wymyślić podczas wieczorów, kiedy opowiadam żonie o tym co obecnie piszę. To długi i skomplikowany proces, na szczęście dotąd ugasił wszystkie pisarskie kryzysy jakie przechodziłem.

Proces pisania jest czasochłonny, jak zatem udaje Ci się pogodzić ze sobą wszystkie obowiązki? Czy jest jakaś cena, którą płacisz przez pisanie?

Bardzo czasochłonny. Oprócz samego pisania dochodzą niezliczone poprawki, redakcja, egzemplarz sygnalny itp. Ceną, którą płacę, jest na pewno poświęcenie sporej ilości czasu na pracę twórczą. Mógłbym ten czas spędzać inaczej. Często odczuwają to moi najbliżsi, gdy zamykam się w pokoju i piszę. Dlatego weekendowe przerwy w pisaniu traktuję niemal z namaszczeniem 🙂 Kluczem do pogodzenia wszystkich obowiązków jest dobra organizacja i motywacja. Ja uważam, że jeśli czegoś się bardzo chce, to zawsze znajdzie się sposób na wygospodarowanie odpowiedniej ilości czasu. Ja chcę być zawodowym pisarzem i to jest moja motywacja.

Wspominasz, że zamykasz się w pokoju i piszesz. Czy mógłbyś przybliżyć czytelnikom jak wygląda taki proces twórczy? Czy np. siadasz przed komputerem i piszesz, czy może odrywasz się od tekstu, aby na chwilę podejść do okna i sprawdzić co dzieje się na ulicy? Czy wolisz pisać w ciszy, czy może towarzyszą Ci muzyczne takty?

Zazwyczaj piszę w zamknięciu w swoim “gabinecie”, choć ostatnio coraz częściej przenoszę się na łóżko w sypialni. W tym roku dwie, z trzech, powieści napisałem właśnie w tym miejscu. Pisząc staram się skupiać na tym co robię i wyłączyć, choć często jest to niemożliwe. Zwłaszcza, że, ze względu na pracę, muszę być praktycznie zawsze pod telefonem. Przerwy robię albo ze względu na pracę albo głód nikotynowy. Oczywiście zdarza się, w trakcie pisania, odbierać pocztę, odpisywać czytelnikom itp., ale to akurat mi nie przeszkadza. Łapię wtedy oddech, spoglądam na to, co już napisałem z dystansem i mogę wracać do tworzenia. Piszę tylko w ciszy, kiedyś próbowałem przy muzyce. Zrezygnowałem po pierwszym razie. Najlepiej tworzy się słuchając głosów we własnej głowie.

Zdradzisz co te głosy podpowiadają?

Zwykle to, co mam pisać w danym momencie. Ewentualnie co pisać później. Efekty ich podpowiedzi można znaleźć w moich książkach.

Jak udaje Ci się zrównoważyć powieść, aby wszystkie zawarte w niej elementy zainteresowały odbiorcę; nie były monotonne?

Tu trzymam się zasady “pisz takie książki jakie sam chciałbyś przeczytać”. Jeśli nie nudzę się w trakcie pisania czy przy poprawkach, to teoretycznie czytelnicy też nie powinni się nudzić. Nie stosuję żadnych magicznych sztuczek 🙂

Skazany na zło” jest Twoją piątą, wydaną, powieścią. Proszę powiedz – jakie odczucia towarzyszyły Ci podczas wydawania pierwszej powieści, jakie przy drugiej, aż w końcu przy najnowszej. Czy teraz jest inaczej czy wciąż pojawia się jakaś znana nuta?

Piątą wydaną a trzecią napisaną. Obecnie piszę szesnastą 🙂 Przy każdej towarzyszą podobne odczucia: duże oczekiwania, wielkie emocje, niepewność no i ta niepowtarzalna ekscytacja. Nie zdarzyło mi się podejść do publikacji w sposób obojętny. Teraz, w pewnym sensie, jest inaczej, a patrząc przez pryzmat debiutu funkcjonuję w zupełnie innej pisarskiej rzeczywistości. Wtedy nie miałem pojęcia czy moja książka się przyjmie, czy będę miał szansę na kolejne. Można powiedzieć, że w ogóle nie znałem rynku i realiów. Obecnie pracuję na profesjonalnym kontrakcie, który gwarantuje mi ciągłość publikacji, promocję na odpowiednim poziomie i pozwala planować co dalej. Zyskałem spore grono czytelników, wierzę że z każdą książką będzie się ono powiększać.

Jestem o tym przekonana 🙂 Mówisz, że obecnie piszesz szesnastą książkę. Czy nie boisz się, że wpadniesz w swego rodzaju schemat, że dane historie zaczną się powtarzać i nie będzie w nich nic innowacyjnego?

Przyznam, że miewam takie obawy. Wręcz obsesyjnie sprawdzam wątki, zagrywki bohaterów, motywacje, ich przeszłość. Wszystko to robię, żeby się nie powtórzyć. Myślę, że dość dobrze udaje mi się z tego wybrnąć, choć ocenę pozostawiam czytelnikom. Jedno nie zmienia się w żadnych moich powieściach. U Bednarka trupy były, są i będą.

Mam wrażenie, że o trupach czytelnicy zawsze będą chętnie czytać szczególnie gdy idzie on w parze z dość mocno podkreślonym wątkiem kryminalnym. Piszesz thrillery, a co zatem lubisz czytać? Podobną gatunkowo literaturę?

Pisząc, zawsze wychodzę z założenia, że jeśli czytelnicy choć w połowie będą się tak świetnie bawić przy czytaniu jak ja przy pisaniu, to znaczy, że wszystko jest w porządku. A póki co, pisząc, bawię się rewelacyjnie. Czytelnicy chyba też nie narzekają 🙂 W zdecydowanej większości tak. W mojej biblioteczce przeważają kryminały i thrillery. Przygodę z czytaniem zacząłem od Puzo, potem był Coben, Patterson, uwielbiam Ellisa, Lapidusa, K. Slaughter, bardzo podoba mi się styl Miłoszewskiego. Lubię też pewien rodzaj fantastyki. To znaczy serię Igrzysk Śmierci, powieści Ziemiańskiego, klasykę horrorów czyli Draculę, Frankensteina i Kinga.

A gdybyś miał możliwość spotkania się z jednym z bohaterów książki, to na kogo padłby wybór? Poszedłbyś na piwo z bohaterem wykreowanym przez siebie czy nie koniecznie?

Oczywiście, chciałbym się spotkać ze wszystkimi bohaterami których stworzyłem. Najlepiej po kolei. W pewnym sensie podczas pisania stają się moimi przyjaciółmi, towarzyszami życia. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu w świecie wyobraźni. Chętnie poznałbym ich na żywo. Trzymając się tylko tych bohaterów, którzy wyszli już z Worda na papier, na piwo wyskoczyłbym z Kubą Sobańskim, ale najbardziej chciałbym poznać bliżej jego siostrę, Klarę. Według mnie to bardzo tajemnicza i pokręcona postać która nosi w sobie niesamowity ból. Miałbym do niej sporo pytań.

Muszę zadać to pytanie… O co chciałbyś ją zapytać?

To akurat musi zostać moim słodkim sekretem 🙂

Osadziłeś fabułę powieści w Krakowie. Dla mnie, mieszkanki tego miasta, to olbrzymia frajda, tym bardziej, iż mniej więcej znam, lub kojarzę miejsca, o których wspominasz. Jeśli mam być jednak szczera, to odrobinę zabrakło mi obszerniejszych opisów tego miasta. Niemniej, proszę powiedz dlaczego akurat Kraków? Czy masz jakiś sentyment do tego miasta?

Do Krakowa mam bardzo duży sentyment. Mieszkałem tam przez kilka lat i były to dość beztroskie lata które wspomina się z nostalgią. Skazanego pisałem w czasie, kiedy naprawdę bardzo tęskniłem za Krakowem. W tej powieści nie chciałem serwować czytelnikom zbyt obszernych opisów Krakowa ponieważ dużo ich pojawiło się w serii z Diabłem. Skazanego pisałem ze zdecydowanym nastawieniem na przewagę akcji nad opisami.

Czy zdarzyła Ci się jakaś niemiła sytuacja związana z Twoimi powieściami? Jak wiemy świat nie jest wolny od hejtu…

Tak, zdarzają się sytuacje związane z hejtem. Kiedy zaczynałem pisać liczyłem się z tym, że hejt jest nieunikniony i prędzej czy później się pojawi. Ale nie skupiam się na tym, wolę energię czy to pozytywną czy negatywną wykorzystywać na pisanie.

A co z krytyką wymierzoną w Twoim kierunku? Czy „wytknięte” błędy starasz się naprawić, motywuje to Pana do cięższej pracy?

Krytyka, sensowna to nie hejt, wiadomo inaczej do niej podchodzę. Motywacji do ciężkiej pracy nigdy mi nie brakowało. Z tymi wytkniętymi błędami to jest dość specyficznie. Przy piątej książce widzę, że jednym odbiorcom pewne rzeczy się podobają, dodają wartości książce, innych te same drażnią, czasami nudzą. Stworzenie książki która wszystkim przypadłaby do gustu jest praktycznie niemożliwe. Nie znaczy to, że nie próbuję wyciągać wniosków. Uważam, że z każdą książką a zwłaszcza jej odbiorem przez czytelników uczę się czegoś nowego.

Co pisanie zmieniło w Twoim życiu?

Można powiedzieć, że pisząc książki coś sobie w życiu udowadniam. To od początku było wielkim wyzwaniem, nadal jest. Teraz stało się też nieodłączną częścią codzienności, z wizji, będących tylko w wyobraźni, rozrosło się do sporych rozmiarów projektu.  Dzięki pisaniu czuję się szczęśliwszy, mam cel, który kiedyś wydawał się abstrakcyjny. Wiem też, że bez względu na to, jak dalej potoczy się moja pisarska przygoda, pod koniec życia nie będę żałował że nie spróbowałem.

Czy zawsze marzyłeś o napisaniu książki?

Nie, jak byłem dzieckiem chciałem zostać piłkarzem tylko że beznadziejnie gram w piłkę 🙂 Od zawsze natomiast miałem dość mocno rozbudowaną wyobraźnię. Jeszcze za dzieciaka uwielbiałem wymyślać całe historie dla plastikowych postaci z komiksów, którymi się bawiłem, później, jako nastolatek, często zasypiając, układałem sobie sceny czy wątki kryminalne. Chyba musiałem dojrzeć, żeby zrozumieć do czego powinienem tą swoją wyobraźnię wykorzystywać. Pisać zacząłem w wieku 28 lat, a pierwszą poważną powieść czyli Pamiętnik Diabła napisałem rok później.

Tak na koniec… Czy jest coś, co chciałbyś powiedzieć swoim czytelnikom?

Chciałbym podziękować za to, że sięgają po moje książki i możemy wspólnie przeżywać kolejne mroczne przygody, które pozwalają oderwać się od codzienności, a także prosić o cierpliwość w oczekiwaniu na kolejne publikacje.

Zdradzisz, kiedy czytelnicy mogą spodziewać się kolejnej publikacji?

Następna moja książka najprawdopodobniej pojawi się w drugiej połowie lutego 2019. Jak tylko będę znał szczegóły na pewno o tym poinformuję.

Czekamy z niecierpliwością! Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Również dziękuję 🙂

Adrian Bednarek urodzony w 1984 roku w Częstochowie. Zapalony fan sportu żużlowego. Uwielbia tworzyć historie, w których głównymi bohaterami są skomplikowane czarne charaktery. Autor docenianych przez czytelników thrillerów (“Pamiętnik diabła”, “Proces diabła”, “Spowiedź diabła”, “Wyrok diabła”) o Kubie Sobańskim, prawniku i seryjnym mordercy z Krakowa. Pisanie uważa za swój największy nałóg.

Fot.: atelier-studiofoto

Wpisy, które mogą Ci się spodobać

Przez pryzmat niepowagi – rozmowa z Mateuszem Wieczorkiem

Bookmoment

“Pisanie jest oddychaniem” – rozmowa z Brunem Kadyną

Bookmoment

“Thriller, który nie chciał być thrillerem.” – rozmowa z Bartłomiejem Grubichem

Bookmoment